Strona główna  |  Wydawnictwo  |  Kontakt  |  Reklama
Najnowszy numer »

 
Aktualności

»


Służby nie są w stanie kontrolować przemieszczania się imigrantów po Europie  

Nie da się upilnować wszystkich uchodźców. Skala problemu przerosła możliwości poszczególnych krajów. Czeka nas okres niestabilności społecznej, a także politycznej – twierdzi dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW.
 

Czy to prawda, że największa fala uchodźców dopiero przed nami?

To bardzo prawdopodobne. Zimą wszyscy oczekiwali, że wraz ze spadkiem temperatur i pogorszeniem się pogody na Morzu Śródziemnym fala emigrantów osłabnie, tymczasem ona wcale nie osłabła w tak znaczący sposób. Ponadto decyzja o podziale uchodźców między państwa członkowskie oznacza de facto, że przyjmiemy także pozostałych, że nie będziemy na pewno ich odsyłali. Tak to jest odbierane w obozach uchodźców. Myślę więc, że na wiosnę wraz z polepszeniem się warunków pogodowych po prostu ruszy kolejna duża fala emigracji do Europy, która będzie co najmniej tak duża, jak ta z sierpnia i września tego roku albo nawet większa – biorąc pod uwagę, że wysyłamy tam sygnały, że przyjmiemy każdego, kto przyjedzie.

Dostrzega Pan jakieś sygnały, że można powrócić do rozmów zmierzających do wypracowania wspólnego, kompromisowego stanowiska w ramach UW czy też instytucje wspólnotowe zadowolą się przegłosowaniem przeciwników przyjmowania uchodźców?

Zgodnie z prawem unijnym Rada Unii Europejskiej mogła podjąć taką decyzję większością kwalifikowaną i nie ma wątpliwości, że nie doszło tu do złamania prawa. Natomiast biorąc pod uwagę drażliwość kwestii imigracyjnych w relacjach między państwami, do tej pory była praktyka, że wszelkie tego rodzaju decyzje starano się osiągnąć w drodze konsensusu. Wydaje mi się, że kiedy weźmie się pod uwagę, że skala problemu jest bardzo duża, a będzie jeszcze większa, najwłaściwszy wydaje się powrót do zasady jednomyślności. Ponieważ przy okazji kolejnych głosowań zmuszanie państw do realizacji jakichś działań będzie przynosiło skutek odwrotny i to w kilku wymiarach. Część państw będzie się buntowała, jak np. Słowacja czy Węgry, które skarżą tę decyzję do Trybunału sprawiedliwości UE. Poza tym społeczeństwa europejskie będą się odwracały od partii tradycyjnych w kierunku partii antyimigracyjnych, czego właśnie mieliśmy przykład we Francji.

Co może spotkać takie państwa jak Słowacja, które zapowiedziały, że nie wykonają postanowień unijnych?

Z formalnego punktu widzenia, jeżeli Słowacja nie wykona tej decyzji, to może być zaskarżona przez Komisjię Europejską do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o niewywiązywanie się z obowiązków stosowania prawa europejskiego. Konsekwencją takiego wyroku będzie przyznanie racji Komisji, która następnie będzie domagała się od Słowacji realizacji wyroku. Jeżeli mimo to Słowacja tego wyroku nie zrealizuje, to następnie wyrok wyda Trybunał Sprawiedliwości UE, który może nałożyć na kraj m.in. sankcje finansowe. Sankcje takie mogą być bardzo dotkliwe.

Naciski są więc silne…

Zgadza się, są silne, dlatego że skala problemu jest duża. Żaden kraj europejski nie jest w stanie samodzielnie wchłonąć miliona czy nawet większej liczby uchodźców czy imigrantów, nawet Niemcy. Stąd pomysły podzielenia się tym problemem z innymi krajami, aby można było mu podołać. Ale to nie jest kompleksowe rozwiązywanie problemu. Takim jest rygorystyczne odsyłanie tych osób, które nie są uchodźcami. Wtedy osób do podziału między państwa będzie na pewno dużo mniej.

Mówi się, że w Niemczech tylko 30 proc. osób negatywnie zweryfikowanych wraca do swoich krajów. Jak usprawnić politykę powrotów?

Problem polega na tym, że nie ma systemu nadzoru nad uchodźcami w Europie, a oni mają w zasadzie swobodę poruszania się. W efekcie mogą złożyć wniosek o azyl, odebrać negatywną decyzję i zachowują nieograniczone możliwości poruszania się. A więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyjechali gdzieś indziej i rozpłynęli się w tym morzu imigrantów. W konsekwencji nie można ich deportować, bo nie ma ich jak znaleźć. Wydaje się, że jedynym sposobem jest wprowadzenie zasady, że osoba składająca wniosek o azyl jest poddawana pewnej kontroli – przebywa np. w ośrodku dla uchodźców i musi podlegać obowiązkowi „meldowania się” o określonej godzinie i tylko jeżeli tego dopilnuje, jej wniosek może być w ogóle rozpatrzony. Podobnie pod nadzorem powinna być osoba, która otrzyma decyzję negatywną. Taka osoba powinna być np. odprowadzana do ośrodków zamkniętych, czyli takich, skąd bardzo szybko, najdalej w ciągu kilku dni, nastąpi jej deportacja.

Niemcy stosują wartą uwagi strategię. Mam tu na myśli stosowanie zachęt dla imigrantów, by nie próbowali deklarować swojego statusu niezgodnie z prawdą...

Zgodnie z prawem międzynarodowym tylko uchodźcy mogą w państwach europejskich ubiegać się o prawo pobytu na podstawie azylu. Jeżeli wniosek o azyl złoży osoba, która uchodźcą nie jest i zostanie to stwierdzone w toku postępowania, to osoba taka nie tylko musi zostać deportowana, ale również – jako że „oszukała” w trakcie postępowania azylowego władze rozpatrujące jej wniosek – dostaje pięcioletni zakaz wjazdu, przy czym nie tylko do Niemiec, lecz do całej UE. Mamy bowiem wspólną granicę zewnętrzną. W konsekwencji tym osobom takie postępowanie się nie opłaca, bo np. nie będą mogły później – jeżeli ich sytuacja się zmieni – dołączyć do członków swojej rodziny. Nie będą też mogły przyjechać do UE na okres trzech miesięcy w celu podjęcia pracy. Duża część tych osób, to mieszkańcy Bałkanów, którzy na krótki okres przyjeżdżają do pracy w UE, a w rozważanej sytuacji już by nie mogli. Dodatkowo nie będą mogli też wjechać do UE jako turyści. Uświadamianie im tego wszystkiego może osłabić ich motywację do uzyskania azylu.

Pomówmy o bezpieczeństwie Europejczyków. Czy trwający obecnie okres przejściowy wpływa negatywnie na bezpieczeństwo mieszkańców Europy?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna, bo nie można oczywiście powiedzieć, że każdy uchodźca jest terrorystą czy choćby potencjalnym terrorystą. Jednak z drugiej strony mamy doniesienia Państwa Islamskiego, że wśród uchodźców są jego wysłannicy, mający na celu destabilizowanie sytuacji w Europie. Ponadto europejskie agencje antyterrorystyczne donoszą, że Państwo Islamskie werbuje spośród uchodźców ochotników do działalności antyterrorystycznej. W ten sposób, jeżeli dane państwo zidentyfikuje daną osobę jako niezaangażowaną w działalność terrorystyczną, a ta osoba dopiero w Europie zostanie zwerbowana, to wynik wcześniejszej weryfikacji nie będzie miał żadnego znaczenia. Podkreślam jednak, że to są jednostkowe przypadki, których nie można generalizować.

A jak na tym tle i w kontekście strzeżenia granic oceniłby pan działalność Frontex, także w kontekście polskiej granicy wschodniej?

Na pewno polska granica wschodnia powinna być wzorem dla takich krajów, jak Grecja, Włochy, a nawet Węgry, jeśli chodzi o sposób jej pilnowania. Frontex zajmuje się nie tylko ochroną granic, ale także przygotowuje opracowania analityczne. Kiedy przyszła arabska wiosna, Frontex uprzedzał w dokumentach przesyłanych do KE i do państw członkowskich, że musi to doprowadzić do dużej fali imigracji do Europy. O tym samym alarmował, kiedy zaczął się konflikt zbrojny w Syrii. Problem w tym, że europejscy politycy nie brali tego na poważnie pod uwagę. Wszyscy to zlekceważyli, a teraz płacimy cenę za to zaniechanie polityków.

Sądzi Pan, że uszczelnienie granic rozwiąże problem uchodźców?

Trudno mówić o pełnym uszczelnieniu granicy morskiej. Ponadto imigranci przybywają na łodziach, które są w ogóle niezdatne do pływania, więc my ze względów humanitarnych ich przyjmujemy. W istocie odwożąc ich do Europy, pomagamy przemytnikom, którzy wsadzają imigrantów na jak najgorsze łodzie, wiedząc, że w tej sytuacji łodzie europejskie ich przejmą w drodze do Europy. Dlatego należałoby przyjąć zasadę, że owszem przyjmujemy ich na łodzie europejskie, ale nie odwozimy ich do Europy, lecz do kraju, z którego wypłynęli. To jednak jest też niemożliwe ze względów humanitarnych, bo tam zagraża im niebezpieczeństwo. Dlatego drugim elementem uszczelnienia granicy musi być stworzenie obozów dla uchodźców w państwach, z których oni wypływają i w których tworzono by punkty weryfikacyjne (tzw. hot poty), a pozytywnie zweryfikowanych jako uchodźcy odwozić do państw UE.

Jak ocenia Pan stopień przygotowania i zaangażowania służb polskich do problemu przyjęcia imigrantów, ich weryfikacji i pomysłu na nich w polskim społeczeństwie?

Nie wydaje mi się, żeby to było problemem, ponieważ nie wierzę, aby doszło do realizacji tego ustalenia, by do nas ci uchodźcy trafili. Sądzę, że ta decyzja nie zostanie zrealizowana, bo ona już nie jest realizowana – do tej pory miało być rozdzielone 2 tys. osób, a rozdzielono chyba 86. Co więcej, kraje, które były „obdzielone” uchodźcami, powoli również się z tych ustaleń wycofują – i nie są to tylko kraje Grupy Wyszehradzkiej.

Co więc stanie się z tymi imigrantami, skoro nie będą rozdzieleni? Zostaną tam, gdzie już są?

Po pierwsze, myślę, że zostaną tam, gdzie już są, a po drugie, będą w sposób niekontrolowany przemieszczać się po Europie na własną rękę. W konsekwencji, myślę, że czeka nas okres niestabilności społecznej, a także politycznej w krajach europejskich, gdyż z jednej strony oni będą na tyle sfrustrowani, że prędzej czy później będzie musiało dochodzić do agresji z ich strony. Nie dlatego, że to są źli ludzie, ale dlatego że pozostawieni samym sobie siłą rzeczy będą ulegali różnym radykalnym nastrojom. Z drugiej strony doprowadzi to do wzrostu popularności partii antyimigranckich w państwach europejskich, chyba że UE uda się wypracować mechanizm szybkiej deportacji tych osób. Ale do tego potrzebne jest zaangażowanie państw, którego nie ma.

Może propozycja utworzenia „małego Schengen” jest sposobem poradzenia sobie z tym problemem?

Nie wydaje mi się, ponieważ ta mała strefa Schengen miałaby obejmować takie kraje jak Austria czy Niemcy, czyli kraje, w których już jest ogromna fala uchodźców.

To jaki jest sens tej propozycji?

Chodzi im po prostu o to, żeby nie docierały do nich kolejne fale. Jednak takie rozwiązanie jest według mnie mało prawdopodobne pod względem formalno-prawnym, dlatego że do przeforsowania tego projektu potrzebne jest uzyskanie większości kwalifikowanej wśród państw członkowskich, natomiast kraje mini-Schengen stanowią mniejszość. Dlatego wątpię, by takie kraje, jak Grupa Wyszehradzka dopuściły do przegłosowania takiego projektu.

W kontekście bezpieczeństwa mówimy głównie o Europejczykach. A co z uchodźcami w Europie i z zagrożeniem dla nich ze strony radykalnych przeciwników imigrantów?

Można powiedzieć, że Polska jest pod tym względem krajem wzorcowym, bo u nas co prawda nie ma dużej skali migracji, ale też nie mamy nic przeciwko osobom na ulicach, które nie przypominają rodowitych Polaków. Jesteśmy więc wzorcowym krajem, jeżeli chodzi o tolerancję względem osób innego pochodzenia, choć nie mamy też aż tak dużej liczby tych osób. Natomiast niewątpliwie będzie to rodziło frustracje, bo uchodźcy będą obwiniani – także przez polityków skrajnie prawicowych – jako przyczyna wszelkich nieszczęść w kraju: że zabierają pracę, że źle traktują kobiety, że domagają się pieniędzy, a nie chcą pracować. Innymi słowy, będą sposobem na zyskanie popularności tanim kosztem przez partie antyimigranckie.

Może należałoby zastosować jakieś systemowe rozwiązanie w kwestii ich ochrony?

To jest niewykonalne, bo liczba uchodźców już w tej chwili jest taka, że nie da się wszystkich upilnować. Do tego rodzaju sytuacji będzie więc dochodziło. Skala problemu przerosła możliwości także poszczególnych krajów i nie wierzę, by służby wszystkich krajów unijnych były w stanie kontrolować przemieszczanie się wszystkich osób, które przybyły do Europy.

Jakie są możliwości działania władz lokalnych w związku z kryzysem migracyjnym?

Władze lokalne mogą jedynie przyjąć uchodźców i pomóc im w zdobyciu środków na utrzymanie, pomóc ich zagospodarować. Powinny przy przyjmowaniu uchodźców kierować się na przykład potrzebami lokalnego rynku pracy. Są wśród nich informatycy, inżynierowie, lekarze, artyści. Spróbujmy ich zagospodarować według tego klucza, a będzie to miało podwójny efekt. Po pierwsze, będą sami pracowali na swoje utrzymanie, a po drugie, będą inaczej postrzegani przez społeczeństwo – skoro pracują, skoro stają się powoli częścią społeczności lokalnej, to widocznie nie są tacy źli.

Rozmawiał Paweł Nowakowski
 

dr hab. Piotr Wawrzyk

– adiunkt w Instytucie Europeistyki WDiNP UW, absolwent stosunków międzynarodowych i prawa na UW, uczestnik negocjacji akcesyjnych Polski do UE, ekspert Komisji ds. Unii Europejskiej Sejmu RP (2005-2009), autor takich publikacji jak „Bezpieczeństwo wewnętrzne Unii Europejskiej”, „Przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości Unii Europejskiej”. Autor i współautor licznych artykułów i publikacji z zakresu prawa i instytucji UE. Specjalizuje się w problematyce działań UE na rzecz współpracy państw członkowskich w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego.

2015-11-17 12:12:00

powrót

Dołącz do dyskusji na FB

»

 
21 września, Warszawa, Konferencja "Systemy wspierające organizację akcji ratunkowych", www.pirbinstytut.pl

25 września, Warszawa,
 IT w Służbie Zdrowia, www.gigacon.org


28 września, Warszawa, Business Process Managment, www.gigacon.org

Więcej wydarzeń...

Wejdź i poznaj zadania realizowane aktualnie przez służby mundurowe

»

Rozmowa BP

»


mł. insp. Jarosław Magiera
,
naczelnik Wydziału Radiokomunikacji Biura Łączności i Informatyki KGP: Policja od lat zabiega o jednolity cyfrowy system łączności radiowej.
więcej...



Artur Hołubiczko,
prefekt Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnnych: Zadania strażnika miejskiego na służbie patrolowej nie różnią się od policyjnych.

więcej...



Krzysztof Kwiatkowski
, prezes NIK: MSW powinno przejąć koordynację i egzekwowanie zadań w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.
więcej...



Edyta Wcisło
, przewodnicząca Polskiej Rady Ratowników Medycznych: Dwie osoby w zespole ratownictwa medycznego to za mało.
więcej...


Newsletter

»

Zamów newsletter